Po raz kolejny zapraszam na jeden z ostatnich w roku eventów, o nic nie mówiącym tytule Wons Polski. (Kto ma wiedzieć ten wie - przyp.red ;) )
Nie wiem nawet czy za udział centrala rozdaje jakiś souvenir, bo już się pogubiłem w tych wszystkich obrazkach. Jakieś skarby dodatkowe, cuda na kiju a ludziska się jarają jakby szóstkę w lotto mieli trafić za chwilę:). Ale nie o tym.
No, to zapraszam na tucholski rynek. Chciałem inne miejsce wybrać, ale wiecie ( z poprzednich edycji) jak to się wszystko skończyć może. Postanowiłem więc, że w ostatni dzień w roku oszczędzę wam wizyty na auto myjni....
W programie tradycyjnie, event bez fajerwerków, suto zastawionych stołów, muzyki na żywo i obsługi kelnerskiej.
Trzaśniemy sobie Piccolo (albo cuś innego, podobnego), odpalimy zimne ognie (fajerwerki i petardy zostawiamy w domu) i być może uda się przygotować porcję lub dwie świeżutkich rogalików. Być może, bowiem zabucha jeszcze w Sylwka pracuje, a ja będę pewnie musiał pojechać z Kokosem gdzieś głęboko w las, bo na blokowisku to już od rana będą hukać petardami. Jeśli naciągnę czasoprzestrzeń to będą. Ok?
Tym razem zapraszam nieco później niż zwykle. Winę zrzucam na Zabuchę, bo jak już wspominałem wymyślili sobie, że w sylwestra jeszcze pracują. Kto by nie kombinował, gdy w perspektywie byczenie się po nowym roku prawie do połowy stycznia.
Tak więc widzimy się od 15:00. Musi być pół godziny, więc pewnie będzie, ale z rynku nikt nas raczej nie wygoni. A jak komuś będzie mało to chętnię naparzymy herbaty, czy kawy a i inne rozgrzewające płyny też się znajdą, ale to już u nas na kwadracie.
No to jak?
Widzimy się?